Koniec z deepfake - trzeba oznaczać
AI Act nie wyłącza generatorów i nie zakazuje cyfrowych sobowtórów. Robi coś bardziej praktycznego: odbiorca nie powinien zgadywać, czy widzi prawdziwe nagranie. Dla marketingu, mediów i twórców oznacza to koniec ery realistycznych podróbek publikowanych bez wyjaśnienia.

Deepfake to już nie tylko podmieniona twarz
W potocznym rozumieniu deepfake kojarzy się z filmem, na którym polityk mówi coś, czego nigdy nie powiedział. Definicja AI Act jest szersza. Obejmuje wygenerowany lub zmanipulowany obraz, dźwięk albo wideo, które przypominają istniejące osoby, przedmioty, miejsca, podmioty lub wydarzenia i mogą fałszywie wyglądać na autentyczne.
Syntetyczny głos prezesa, realistyczna fotografia nieistniejącego wypadku czy film przedstawiający prawdziwy budynek w fikcyjnej sytuacji mogą trafić do tej samej kategorii. Kluczowe nie jest narzędzie, lecz efekt i możliwość pomyłki.
Etykieta ma pojawić się, zanim odbiorca uwierzy
Podmiot wykorzystujący system AI zawodowo i publikujący deepfake powinien ujawnić, że materiał został sztucznie wygenerowany lub zmanipulowany. Komunikat ma być jasny i rozpoznawalny najpóźniej przy pierwszym kontakcie z treścią.
Opis dodany po fali udostępnień nie cofnie pierwszego wrażenia. Znak powinien być częścią materiału, a nie wyłącznie podpisem zależnym od platformy. Przy audio najbezpieczniej połączyć komunikat na początku z informacją przy odtwarzaczu.
Satyra i sztuka nie dostają pustego czeku
Rozporządzenie przewiduje bardziej elastyczne oznaczenie dla dzieł wyraźnie artystycznych, satyrycznych, fikcyjnych lub podobnych. Informacja nie musi niszczyć odbioru utworu. Nie oznacza to jednak, że można całkiem ją pominąć.
Twórca może dobrać formę do dzieła: planszę, opis, napisy końcowe lub informację przy pierwszej prezentacji. Ważne, aby odbiorca nadal otrzymał czytelny sygnał, że realistyczna scena nie jest zapisem rzeczywistości.
Oznaczenie nie legalizuje wszystkiego
Znaczek AI nie zastępuje zgody na wykorzystanie wizerunku i głosu. Nie naprawia reklamy wprowadzającej w błąd, oszustwa ani naruszenia dóbr osobistych. Może spełniać obowiązek przejrzystości, ale pozostałe przepisy nadal działają.
Firma zamawiająca kampanię powinna wiedzieć, skąd pochodzą twarz, głos, zdjęcia bazowe i scenariusz. Umowa z agencją musi wskazywać, kto klasyfikuje materiał i kto odpowiada za trwałość oznaczenia po eksporcie.